Napisane przez: Jędz@ | 10 marca 2011

Koń

Ten wpis zaistniał jedynie w potrzebie zaprezentowania Wam utworu.
ten utwór jest dla mnie ważny.
A poza tym cudny.
Posłuchajcie

Napisane przez: Jędz@ | 9 marca 2011

Szuja, fałsz i ruja.

Jako powszechnie znana Jędza, szuja i szczeżuja, bezlitośnie, bez skrupułów, interesownie i samolubnie wykorzystuję niekiedy szerokie grono swych wiernych Czytaczy.
Tak też uczyniłam dzisiaj.
Wykorzystałam rzucone w chwili słabości, w wysokiej gorączce i zapewne w malignie zaproszenie Dobrej Kobiety i zarezerwowałam lot do dalekiego kraju, celem odwiedzenia.
Zwalę się ludziom niewinnym na głowę, zażyczę sobie podawania herbatki miętowej, rozbawiania: a to rozmową, a to przyśpiewką ludową, a to grą komputerową, gdzie rozwala się alienów. Będą mieli przerąbane przez te kilka dni.
Cóż, nauczka dla reszty wiernych Czytaczy: uważajcie na słowa.
Ja naprawdę potrafię wykorzystać.

Jakem Jędz@

Napisane przez: Jędz@ | 5 marca 2011

Piersi z grilla

Przyszli do mnie Znajomi. Zapowiedzeni wcześniej stosownie. A żem kulturalną osobą jest, to się odpowiednio na ichnie przyjście przygotowałam. Narobiłam bigosu, maluteńkich eleganckich kanapeczek i sałatek przeróżnych. Przyszli zatem i zasiedli, więc zaczęłam kurs między salonem a kuchnią, celem dogodzenia. Uwielbiam dogadzać. Taką mam wrodzoną wadę.
Pogawędka trwała, myśli wymienianie trwało, się wszystko układało jak buk przykazał, aż padło życzenie o zaparzenie kolejnej herbatki. No to ja sru do kuchni, herbatka zaparzona, tacka, cytrynka w talarkach i cukier nasz wróg. No i niesę.
Wtem, nagle, znienacka, raptownie w progu, na mnie niosącą wpada latorość Znajomych!!! Instynkt pod tytułem „chronić dziecko” zadziałał i w nanosekundzie tę tackę podniosłam wzwyż i uzyskałam piękne poparzenie gorsu.
Dziecięciu nic się nie stało.
Potem była akcja ratunkowa. Biegusiem mnie zagoniono do wanny i zaczęto polewać zimnym. A że zimne było za mało zimne, to dodano lodu z lodówki. Zęby mi się zaczęły o siebie tłuc. Się jakby zapadłam w sobie, więc Znajomi postanowili, że powinnam uzyskać pomoc fachową, medyczną i nie ma, że boli.
Kuuurf !!! Się mnie wymskło, no ale dobra.
Trzeba, to trzeba. Zajechaliśmy na ostry dyżur do szpitala miejskiego naszego kochanego.
Izba przyjęć jest fajna. Cisza, spokój, luz. Obok pan ze złamaną ręką cicho kwili, drugi z czymś niestosownym w oku siedzi bezszelestnie, pani, nie wiem z czym, też milczy.
Po odpowiednim czasie przyszła moja kolej. Wchodzę zatem do świątyni mądrości i spostrzegam, iż lekarzem dyżurującym jest znany mi i wszystkim wkrąg dupek.
Dupek, spostrzegłwszy mnie począł roztaczać swą nieziemską energię typu „wszystkie baby padną na mój widok na pysk”. Następnie dokonał stosownego badania. Trochę, że tak skromnie napomknę, go zatchło na widok moich mlecznych gruczołów. Następnie zaordynował, że koniecznie powinnam się udać na oddział, celem obserwacji i leczenia.
Taaaa, jasne już lecę.
Zwłaszcza, że Dupek na tymże oddziele jest ordynatorem.
Co było robić, grzecznie wyłuszczyłam zatem, że się nie udam, że mam inne plany i spadaj na szczaw. Proszę o receptę i modlitwę do św. Anny. Czy kogoś tam. Zdruzgotany dał mi receptę, przemawiając wciąż, że źle robię, że koniecznie trzeba hospitalizować, że blizny, żem podła suka.
Trudno, najwyżej będę miała wzór na torsie.
Wolę to niż hospitalizację u Dupka.

Miłego zatem, Wasza Jędz@

Urzekł mnie dzisiaj ten uroczy utwór oraz oczywiście, po raz kolejny Uroczy Pan Wykonawca. Słucham sobie na okrągło i dobrze mi się wpasowuje w klimat tkwiący w trzewiach. Taka właśnie nostalgio – popierdalanka otacza mnie i się pogrążam. Dlatego, by Was nią nie oblepiać, mało piszę, mało się oddaję pogaduszkom i jakby wcale się nie udzielam.
Jednakowoż, jak bum cyk cyk, czytam Was wszystkich jak leci, po kolei, popijając poranną kawę i ciepło się uśmiecham pod wąsem.

Obiecuję wrócić, jak rzeczywistość przestanie oblepiać, a zacznie pieścić na nowo.

Napisane przez: Jędz@ | 14 stycznia 2011

Nie ma dyskusji.

Mój ulubiony przyjaciel nieco się o mnie zatroskał, więc głupio pyta:

– jak tam samopoczucie???

– staram się nie myśleć, bo jak zaczynam, to na drugi dzień mam całkiem czerwone oczyska i gupio wyglądam.

– jak świnek morski

– no, albo jak szczurek Albercik.

– ja mam notorycznie czerwone oczyska i wyraz oczu wariata…
– z kond?

– i mówię spokojnie… i monotonnie… a oczyska czerwone od kompiutra. Wyraz oczu mam po tacie. A mówię monotonnie… bo tak mam. Po chuj mam krzyczeć

– ryży nudziarz alergik?

– nooooooooo

– he he he, mój typ! Wyjdziesz za mnie?

– niestety… jestem już zajęty.

– ech, no ale sam powiedz, co mi czasami szkodzi spróbować, co nie?

– sorry… wiesz, w moim wieku traci się odrobinę z naiwności na rzecz pragmatyzmu.
No wiesz jak nie spróbujesz, to nie wiesz, że nie lubisz.

– a wiesz, że w sumie to ja już też nigdy więcej nie chcę być żoną.

– Widzisz, a mnie się czepiasz!

– Najbardziej by mnie satysfakcjonowała posada utrzymanki. Ewentualnie nałożnicy.

– A ja mógłbym w sumie zostać plejbojem…

– jak oni się nazywali? O! żigolaki!

– No, takim wyuzdanym, nieprzyzwoicie bogatym rentierem ze skłonnościami do seksu bez zahamowań z kobietami w każdym wieku 🙂
,
– Ty, ja mam to samo, tylko z jedną maleńką różnicą, wolę zdecydowanie facetów.

– to wolny kraj, jednak pozwolę sobie zauważyć, że kobiety są gustowniejsze. I zazwyczaj ładniej pachną. Są również przyjemniejsze w dotyku.
Zresztą przykłady można mnożyć.

– Coś ty, faceci są przyjemniejsi w dotyku. Tacy… twardsi. A niektórzy pachną obłędnie!

– Dyskutowałbym. to kobiety pachną obłędnie!

– Ja nie podejmuję dyskusji, rzadko wącham kobiety.
Nie, źle powiedziałam, często czuję, że mają fajne perfumy, ale jedyne uczucie, jakie we mnie budzą to – „ja też chcę takie!”

– mówimy o perfumach???

– a jak obłędnie pachnie facet, to sobie myślę, łaaaał, chcę takiego!!!

– heheheheh , niekoniecznie. W kwestii zapachu kobiet, mogę tylko o perfumach.

– no to nie podyskutujemy.

Zaś ta nudna Jędz@

Napisane przez: Jędz@ | 9 stycznia 2011

Podziało się żle

W tym nowym roku podziało mi się źle. Nie będę o tym pisać, bo to nie moja konwencja bloga.
ale na tyle źle się podziało, że już nic nie chcę. I nic nie pragnę. I nic nie oczekuję.
Żegnam czule
Jędz@

Napisane przez: Jędz@ | 2 stycznia 2011

Dużo nowego

Ale co z tego, skoro i tak nie mogę Wam o tym opowiedzieć w szczegółach, bo wyszło by na to, żem kobietą rozwiązłą jest, a to się kłóci z moim przez lata mozolnie budowanym wizerunkiem. W każdym razie mam to, o czym każda z Was w skrytości ducha marzy, ale wstydzicie się o tym powiedzieć.
I każdy z Was też.

I co z tego, że boli mnie każdy mięsień i ścięgno, nawet te, o których nic wcześniej nie wiedziałam. Warto było.

A ponadto mam narty. Nieodwracalnie mam. Jeszcze do nich dokupię butki i oddam do renowacji i drżyjcie stoki okoliczne. I okoliczni instruktorzy. Zamierzam posiąść również tę sztukę. Nie będzie niemiec pluł nam w twarz, ni dzieci nam germanił. Czy jakoś tak.
Powiem Wam jedno. Bycie samotną, opuszczoną kobietą, to jest dobra rzecz. Nic tak nie robi na figurę.

Wasza ulubiona
Jędz@

Napisane przez: Jędz@ | 27 grudnia 2010

Bez wpisu

Miałam coś napisać, ale straszliwie mi się nie chce. Rozleniwiona świątecznym nieróbstwem, obżarstwem i rozpasaniem wspomnę tylko, że odwiedziłam byłam naszą ulubioną Li, dzięki czemu zyskałam nowy tik nerwowy, na widok jej rezydencji.
To niesprawiedliwe jest, że niektórzy żyją w takich warunkach, a takie Jędze na ten przykład muszą żyć w zupełnie, ale to zupełnie innych.
No to by było na tyle.

Wasza urocza
Jędza

Napisane przez: Jędz@ | 15 grudnia 2010

Jak nie dorobić się kasy



Przyjaciel ma zgryzotę:

– Nie mam kasy!

– niemanie kasy jest dość powszechne w naturze,

– no,

– zresztą, tak naprawdę, to miałeś kiedyś kasę?

– Kasa rzecz nabyta…a ciężko nabywać kiedy się nie ma mocy nabywczych. Czy jakoś tak.
Nie, ale zazwyczaj mam mieć.

– To tak jak ja. Potem tę kasę, co ją dopiero mam mieć, przedwcześnie wydaję i jak dostaję, to zaś nie mam.

– bardzo miły stan. Człowiek nie czuje się żebrakiem. Mimo ze praktycznie, biorąc pod uwagę kryteria, to się jakby kwalifikuje. Co nie?

– no niby kwalifikuje, fakt.

– Wtopa jest jak ta kasa co ją miałeś mieć, jednak nie przychodzi.
No i jesteś w plecy, całą kasę, którą miałeś mieć.

– To się nazywa manko.

– Teraz mam właśnie takie manko + vat + odsetki ustawowe + marża.

– Gorzej jak człowiek tę kasę, co miał mieć jest komuś już winny. To dopiero się zaczyna makroekonomia.

– Nie, makroekonomia to już była wcześniej, tu się zaczynają czary.

– Masz rację, czary.
Ja czasami to nie wiem, czy jakbym tak dobrze nie pokombinował, to ta kasa co ją mam niedługo mieć, w jakiś sposób, to nie jest ta sama kasa, co komuś jestem winien. Znaczy skomplikowane to i zawikłane ale wiesz, jak komuś nie oddam to nie dostane. Chyba.
Zasadniczo jestem pewien, że sam sobie winien nie jestem żadnej kasy, bo:
a/ po primo, tak niesolidnemu dłużnikowi bym nie pożyczył,
b/ po sekundo, mając tak obłąkanego wierzyciela, już tak bym pokombinował, że dług byłby umorzony.

– Zacznijmy od drugiej strony, bo jakoś nie sięgam twojego toku myślenia. Znaczy wisisz komuś,

– zawsze komuś wiszę, teraz sprawa się rozbija o przepływy finansowe…

– kurna kasę wisisz, tak? No tłumacz, ale powoli i ostrożnie, żeby przeciążenia nie było.

– PACZ na model myślowy:

wiszę komuś kasę, co nie? Ten ktoś wisi innemu ktosiu. A ten ktosiu, wisi ktosiowi, co on wisi kasę mnie, co nie?? No i właśnie ta kasa, co on ma mnie ją dać, to ja ją mam temu ktosiu, co mu wiszę oddać. Czyli w efekcie nie wiszę i mnie nikt nie wisi.

– Żartujesz, ktoś Ci wisi kasę???

– No wiesz myślę globalnie. Zresztą to model myślowy był.

– Znaczy hipotetycznie? Czyli abstrakcja taka?

– Taki model. Jak, ja wiem… model anatomiczny.

– A wiesz, że myślenie na poziomie abstrakcyjnym jest wskaźnikiem, że NIE jesteś upośledzony umysłowo w najmniejszym nawet stopniu? Osoba upośledzona nie myśli na poziomie abstrakcji, absurdu, zdarzeń hipotetycznych. Jest to fakt naukowy.

– Ale wiesz jest taka cienka czerwona linia, oddziela ona zdiagnozowanych, od niezdiagnozowanych…

Kolejne złote myśli z rozmów toczonych spisała

Jędz@

Napisane przez: Jędz@ | 14 grudnia 2010

Dlaczego komputer nie działa.

– Tyyyy! Piszę tekst w wordzie i coś nacisnęłam, że jak chcę poprawić to co wpiszę literkę, to mi zjada następną.

– wciśnij insert jeszcze raz i przestanie.

– a gdzie jest insert?

– 6 przycisków miedzy klawiatura literową, a numeryczną (nad strzałkami), lewa strona górny rząd

– aaaaaaaa! Ins, no faktycznie
dzięks

– A jak komputer zacznie piszczeć, to też jest proste rozwiązanie: zdjąć segregator z klawiatury…

– buuuuahahahahaha! Toś mnie ubawił:)

-poważnie u nas padają takie pytania.

– Mateńkomojakochana. Ja kiedyś molestowałam informatyka przez dwa dni, że mi drukarka nie działa. Oczywiście znasz rozwiązanie problemu.

– włączyć do prądu… zazwyczaj to o 100% zwiększa wydajność urządzeń elektrycznych. Albo podłączyć do komputera… mniej finezyjne ale równie skuteczne.

– Moja wyobraź sobie, nie była kabelkiem do kompa. No widzisz ja taka jestem z metra cięta, mniej finezyjna.
Co jeszcze stanowi u was problem nie do przejścia komputerowy?

– Karaluchy w monitorze.
Jednej babce się zaległy… bo miała stary monitor…

– Weeeź! Ale poważnie?

– no poważnie…

– prawdziwe?

– i rzeczywiście się zalęgły…

– ożeszkurwajapierdole!

– ona go ani razu nie włączyła… a napisała wniosek o nowy… bo w starym robactwo.

– Ciepło miały zwierzątka, okruszków co niemiara w pobliskiej klawiaturze, więc głodne nie chodziły.

– tia…

-Jak to nie włączyła? W pracy?
nie no, pozwól, że nie będę się zagłębiać, w trosce o własne zdrowie psychiczne, w meandry polityki zatrudnienia w naszej służbie zdrowia.

– Wiesz monitor promieniuje promieniowaniem, w głowę, a dokładnie w musk. Niestety… czasami tutaj ludzie są jak beton. Odporni na wiedzę i trudni do zarąbania.

– noooo, koooochaaaany, jak promieniuje w musk, to wiesz, ten no, ten. No. Nie wiem.

– musk ma się jeden, niestety czasami musk nie idzie w parze z rozumem. Można myśleć różnymi częściami ciała.

– Albo takie małe, tycie rozumki można mieć, swobodnie porozmieszczane w organiźmie.
Np. ośrodek odpowiedzialności za ruszanie ręką, ośrodek sygnalizacji głodu, ośrodek ds. bolenia głowy, gdy przychodzi pora seksu itd.

– o to to to!

– niby wszystko chodzi jak ta lala, a jednak jakby czegoś brak…

– nie ma się co czepiać, wiesz nikt nie jest doskonały

– A czy ja się czepiam??? Ależ w najmniejszym nawet stopniu.
Tylko tych zwierzątek mi szkoda.
Zalągły się biedactwa, tyle lat miały święty spokój, myślały, że znalazły sobie raj na ziemi, a tu eksterminacja Panie

– pożoga i te no…zgliszcza,

– śmierć dziatek, kobiet i starców.
Nie wiem dlaczego właściwie taka ma być bardziej wzruszająca, niż śmierć zdrowych silnych mężczyzn.

– Wiesz… wiadomo po co jest facet.

– Po co?

– Oj żeby umierać w jakimś romantycznie uzasadnionym celu:
za miłość, ojczyznę, ukochaną, ukochaną ojczyznę, wolność – niepotrzebne skreślić.
Więc jak sobie umiera, to w sumie się realizuje.

– Ano fakt.
Grunt to się realizować.

Skrzętnie spisała
Jędz@

A tu się zalągł KOT

« Newer Posts - Older Posts »

Kategorie