Napisane przez: Jędz@ | 18 czerwca 2015

Dysonans poznawczy

Czasami, jak każdej normalnej kobiecie włącza mi się tryb: „oborzejakajajestemsamotnainieszczęśliwa!!!!!!!!!!”.W dodatku nikt mnie nie przytulił!!!!!!

Całe moje jestestwo cierpi z tej nieszczęśliwości, samotności i niezrozumienia.

A potem wracam do domu, w wazonie pięknieją kwiaty, które dostałam wczoraj. Od Niego.

Mój mężczyzna klęczy pod zlewozmywakiem i naprawia kran, który ciekł i doprowadzał do szału. Jego kolega babra się w zaprawie i naprawia dziurę w podłodze, którą to napewno kot zrobił, bo któż inny. A kuchnia błyszczy świeżo wysprzątaną czystością, aż można oślepnąć z tego blasku i strach zrobić kanapkę.

To jest chyba dysonans poznawczy…

Po przemyśleniu… Jednak mam w życiu kupę szczęścia. Niech mnie ktoś przytuuuuliii!

Napisane przez: Jędz@ | 1 kwietnia 2015

Mamoniu wróć!

Drogi Przyjacielu! Dawno dawno temu za górami za lasami mój słodki, śliczny telefonik NOKIA 3120 został zalany herbatą. Wiem, wiem, wiem. NOKII 3120 nic się nie ima, ale to była już kropla przepełniająca kielich goryczy (nosz ile kurfa można???!!!) No i stało się. Dopełniła się przepowiednia! Straciłam wszystko! Wszystkie kontakty! I minął dzień i noc i nastał poranek.
Zatem proszę, no niemal błagam Mamoniu! Odezwij się do mnie! Nie mam twojego numeru, ani nic. A brakuje mi Ciebie! Coraz bardziej!
Jędz@

Napisane przez: Jędz@ | 5 stycznia 2013

To już chyba całkiem nowy rok?

Dość długo nie pisałam. Dziwne to jest, bo kiedyś wydawało mi się, że pisanie jest mi pisane i bez tego ani rusz. A tu niespodzianka, nie dość, że rusz, to jeszcze do przodu.
Sporo się u mnie zmieniło, np praca… Zmieniłam już pracę, a potem drugi raz i teraz jest dobrze. Poza tym mąż.. też zmieniłam na nowszy model. Znacznie nowszy 🙂
No i kraj. Też zmieniłam. Mieszkam teraz na wyspie i powiem wam, że dopiero czuję, że żyję! (a może to dlatego, że ten mąż?)
Kiedyś sobie myślałam tak – urodziłam się tu… za mąż wyszłam tu… (10 km) mieszkam tu… (3 km). Pracuję tu…(2 km), przedszkole i szkoła dla dzieci tu… (1km) Kurwa! I tak ma być całe życie? Kręciłam się w tym „tu” jakieś czterdzieści lat. Ale jednak nie zmogłam.
Gdy już mąż nie był mój, gdy dzieci odstąpiły, gdy praca stała się wredną suką i nikt mnie nie kochał.
Postanowiłam.
Najsampierw wyprowadziłam się z domu.
Mąż się zdziwił… … …
Potem zjebałam resztę swego świata i zamierzałam.
No pewnie, że zamierzałam, ale zmieniłam zdanie.
Potem poznałam Darka. Faceta, który mnie pokochał. Ale to tak, jak nikt nigdy mnie nie kochał. Taką jaką jestem naprawdę.
Teraz, po ponad roku razem , stwierdzam, że to było to!
Jestem szczęśliwa.
Wiem, że jeszcze wiele mam spraw do pozałatwiania, rzeczy do zrobienia, problemów do rozwiązania, ale już teraz, to dam radę. Wszystkiemu dam radę, gdy mnie ktoś wspiera.
I kocha.
Bez wszystkiego da się żyć, ale nie beż miłości.

Ps.
Trudno. To moje życie.
Niewiele mi go zostało, ale zamierzam je przeżyć, a nie przewegetować. Potępcie mnie wszyscy, którzy macie wszystko, no i też ci, którzy uważacie to za stosowne…

Jędz@

Napisane przez: Jędz@ | 31 grudnia 2011

Niby noworocznie

Jędza nie pisze, gdyż nie posiada natchnienia, potrzeby pisania oraz chęci. Ponadto w ostatnim czasie bardziej przypomina kwiat lotosu na łagodnej tafli jeziora niż Jędzę.
No ale tak pokrótce, to jestem w trakcie budowania i burzenia. Nie, nie wstąpiłam nagle do oddziału wojsk inżynieryjnych, ani nie najęłam się do prac budowlanych. Rzecz dotyczy życia jako takiego w całej jego strukturze, a szczególnie tej zgromadzonej pod ciemieniem.
W tzw. międzyczasie sporo złego mi się wydarzyło. Owszem, przyznaję, że sama jestem główną sprawczynią owego złego.
A następnie, zgodnie z powszechnie znaną prawdą życiową, że nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło, owo dobre zaczęło kwitnąć, rozrastać się i puszczać piękne zielone pąki.
Obecnie pławię się zatem w kolejnej wiośnie, która znienacka naszła mnie jesienią i trwa do dziś (wolnym tłumaczeniu: zakochałam się i to z olbrzymią wzajemnością). Plan na najbliższą przyszłość się już konkretnie ukonkretnił, w postaci zabukowania stosownych biletów. Tak więc klamka zapadła. Za kilka tygodni zamieszkam za górami, za morzami i wtedy dopiero będzie czad.
A póki co, zdumiona istnieniem osób, które wciąż zaglądają na te puste od miesięcy karty, życzę Wam Drodzy Najwierniejsi wielu szczęśliwych chwil w Nowym Nadchodzącym oraz spełnienia kilku marzeń. Byle nie wszystkich! Bo przecież człowiek musi mieć o czym marzyć.

Jędz@ vel Kwiat Lotosu

Ps. Z całkiem innej beczki:
Odkąd stanowię istotną część pary, udało mi się schudnąć ok. 8 kilogramów. Wczoraj z dumą oświadczyłam to mojemu Mężczyźnie, na co on z odpowiedział słodko:
– nie zauważyłem…
Czujecie to??? NIE ZAUWAŻYŁ!!!
Noszszszsz!
– Jak to nie zauważyłeś, przecież jestem ładniejsza!
– A tam! I wtedy mi się podobałaś i teraz mi się podobasz.
Odparł z rozbrajającą szczerością.

Tak, że dziewczyny – bez napinania! My im się podobamy (+)(-)8kg. To wiem na pewno. Za większe wahania nie ręczę.
Noooooo, chyba, że w grę wchodzi konieczność zmieszczenia się w ulubioną sukienkę, bądź upragnione jeansy. Wtedy oczywiście się mocno napinamy, niezależnie od ślepoty faceta.

No to jeszcze raz Miłego.

Napisane przez: Jędz@ | 11 Maj 2011

Wiosennie i alergicznie

Pod moimi oknami zarówno w domu, jak i w pracy wybuchły cudne fale bzów. I to z gatunku tych wściekle pachnących. Okna pootwierane i wszędzie pięknie pachnie. Oczywiście, że wiosna musiała powitać mnie chorobą. Moja alergia na wszystko dała o sobie znać i rozłożyła mnie na tydzień na łopatki. I tak na tych łopatkach leżałam i rozmyślałam. Myśl ma biegła leniwie i co i rusz zahaczała o wspomnienia z wizyty u cudnej Agaty w cudnej Irlandii.
No muszę tam znowu jechać. W lecie najlepiej, wtedy tam będzie jeszcze piękniej.

To takie marzenie rzewne i nie wiadomo czy się spełni, bo jak na razie kasa błyszczy gołą dupą i olewa moje potrzeby.
Tymczasem zachwycam się wiosną i powrotem do aktywności zawodowej, albowiem takie leżenie na łopatkach tylko ze dwa dni jest fajowskie, potem tylko upierdliwe i człowiek się męczy. Dzisiaj nawet z okazji wiosny nałożyłam czerwone szpilki z odkrytymi noskami i powiem Wam, jest różnica. Znaczy inaczej się czuję niż w rozkłapanych laczkach. Od razu jestem bardziej kobietą.
To tyle u mnie i już proszę przestać warczeć, że nie piszę.
Przecież piszę, co nie?

I jeszcze zapodam pieśń przecudnej urody:

Jędz@

Napisane przez: Jędz@ | 17 kwietnia 2011

Kobiety jak te kwiaty.

Bycie kobietą zwykle mi wychodzi na przekór.
No jakoś nie potrafię epatować kobiecością. Zwykle jestem kumpelą, przyjaciółką, bądź koleżanką.
A tak bardzo chciałabym być kobietą.
Dzisiaj zawiozłam do Krakowa kota dla Li. Spodobał jej się. Pogadałyśmy nieśpiesznie, pobyłyśmy ze sobą, zrobiłyśmy sobie pilling i maseczkę na dłonie.
Poczułam się przez chwilkę kobiecą kobietą. Ale nadal jest to trudne.
Zaraz wracam w swój młyn, w którym ugrzęznę na tydzień.
Grunt, że są kobiety jak te kwiaty.

Jędz@

Napisane przez: Jędz@ | 12 kwietnia 2011

O zwiedzaniu i odwiedzaniu.

Wiecie jak to jest, poznajecie kogoś przez neta, zaprzyjaźniacie się czasami latami, aż wreszcie przychodzi taki moment, że czas się poznać osobiście. Agata zapraszała serdecznie, zabukowałam bilety tanie jak barszcz i fruuu do Irlandii, a co?
Zawsze pozostaje jednak obawa, że jakoś może w realu niekoniecznie się zgramy, bo jakaś chemia nie zadziała, czy coś, a żem z gruntu mało sympatyczną osobą oraz gburowatą, nakazałam sobie być milusią i heja.
Już na lotnisku przy powitaniu, podejrzewałam, że będzie dobrze. Uroczy mąż Agaty, Robert powitał mnie bukietem kwiatów, a Agata serdecznie wyściskała, oczywiście towarzyszyła im mała cudna iskierka, 3-letnia Jessika. Paszcze nam się od początku nie zamykały, tak nie mogliśmy się nagadać.
A potem było tylko lepiej. Codziennie wycieczki w ciekawe i urokliwe miejsca, wieczorny powrót do domu i siedzenie i gadanie i oglądanie filmów nawet do 5 rano. Ciągle nie mogliśmy się nagadać. Potem spanie do południa i na wycieczkę. Pięć dni zleciało jak biczem trzasnął i przywiozłam od nich kupę miłych wspomnień, zdjęć prześlicznej urody, kota dla Li i kolejne zaproszenie, tym razem na dłużej. Poważnie się nad tym zastanawiam, bo było naprawdę cudownie i sielsko i spokojnie, a tego mi było trzeba już od dawna. Zresztą mam takie dziwne podejrzenia, że zaproszenie było szczere, więc co mi tam, chętnie skorzystam.
Jeszcze raz Wam dziękuję Agatko i Robercie, za takie miłe, krótkie wakacje.

Wdzięczna Jędz@

I fotorelacja:

Każde zdjęcie można sobie powiększyć klikając na nie.
Klify są magiczne.
I tak, tam rosną palmy na ulicach 🙂

Napisane przez: Jędz@ | 1 kwietnia 2011

Zielona wyspa

Jest tak: siedzę sobie w gościnie u Dobrej Kobiety na zielonej wyspie. Jest wietrznie oraz okresowo pada. Prawda, że dziwne?
Jestem niczem królowa obwożona po okolicznych zabytkach, klifach i plażach, jak również centrach handlowych w celu doznania doznań. Szukamy kota dla Li. Jak już wrócę, to napiszę więcej. Bo na razie muszę lecieć 🙂 No to baj baj!

Jędza

Update:

Kot dla Li zajmie mi pół walizki. Ciekawe gdzie spakuję buty dla córki.

Napisane przez: Jędz@ | 23 marca 2011

Jak żyć


Będąc młodą pisarką, często zapytowywałam siebie jak żyć.
Oczywiście nic mi mądrego do głowy nie przychodziło. Bo też nie mogło. Tysiące filozofów na ten temat rozmyślało i żadnemu nie udało się znaleźć odpowiedzi.
A odpowiedź jest prosta.
Idź swoją drogą.

Jędz@

Napisane przez: Jędz@ | 22 marca 2011

Być Kobietą

Sobie zrobiłam pazury, czerwone,jak kref.

Kupiłam też dzisiaj zakupy, niezbędne

Poszłam i zrobiłam zakupy. Kupiłam sukienkę szarą i szare rajstopy do niej, no i oczywiście szare buty. No i dwie szare torebusie, ale to się nie liczy, co nie?

I żeby nie było nudno, to sukienkę kolorową z kolorowym szaliczkiem i wielgachnym dekoltem.

Ale ta się do roboty nie nada.

Prysło mi jakieś 550, nie za drogo, co nie?

Wasza rozrzutna Jędz@

Older Posts »

Kategorie