Przyszli do mnie Znajomi. Zapowiedzeni wcześniej stosownie. A żem kulturalną osobą jest, to się odpowiednio na ichnie przyjście przygotowałam. Narobiłam bigosu, maluteńkich eleganckich kanapeczek i sałatek przeróżnych. Przyszli zatem i zasiedli, więc zaczęłam kurs między salonem a kuchnią, celem dogodzenia. Uwielbiam dogadzać. Taką mam wrodzoną wadę.
Pogawędka trwała, myśli wymienianie trwało, się wszystko układało jak buk przykazał, aż padło życzenie o zaparzenie kolejnej herbatki. No to ja sru do kuchni, herbatka zaparzona, tacka, cytrynka w talarkach i cukier nasz wróg. No i niesę.
Wtem, nagle, znienacka, raptownie w progu, na mnie niosącą wpada latorość Znajomych!!! Instynkt pod tytułem „chronić dziecko” zadziałał i w nanosekundzie tę tackę podniosłam wzwyż i uzyskałam piękne poparzenie gorsu.
Dziecięciu nic się nie stało.
Potem była akcja ratunkowa. Biegusiem mnie zagoniono do wanny i zaczęto polewać zimnym. A że zimne było za mało zimne, to dodano lodu z lodówki. Zęby mi się zaczęły o siebie tłuc. Się jakby zapadłam w sobie, więc Znajomi postanowili, że powinnam uzyskać pomoc fachową, medyczną i nie ma, że boli.
Kuuurf !!! Się mnie wymskło, no ale dobra.
Trzeba, to trzeba. Zajechaliśmy na ostry dyżur do szpitala miejskiego naszego kochanego.
Izba przyjęć jest fajna. Cisza, spokój, luz. Obok pan ze złamaną ręką cicho kwili, drugi z czymś niestosownym w oku siedzi bezszelestnie, pani, nie wiem z czym, też milczy.
Po odpowiednim czasie przyszła moja kolej. Wchodzę zatem do świątyni mądrości i spostrzegam, iż lekarzem dyżurującym jest znany mi i wszystkim wkrąg dupek.
Dupek, spostrzegłwszy mnie począł roztaczać swą nieziemską energię typu „wszystkie baby padną na mój widok na pysk”. Następnie dokonał stosownego badania. Trochę, że tak skromnie napomknę, go zatchło na widok moich mlecznych gruczołów. Następnie zaordynował, że koniecznie powinnam się udać na oddział, celem obserwacji i leczenia.
Taaaa, jasne już lecę.
Zwłaszcza, że Dupek na tymże oddziele jest ordynatorem.
Co było robić, grzecznie wyłuszczyłam zatem, że się nie udam, że mam inne plany i spadaj na szczaw. Proszę o receptę i modlitwę do św. Anny. Czy kogoś tam. Zdruzgotany dał mi receptę, przemawiając wciąż, że źle robię, że koniecznie trzeba hospitalizować, że blizny, żem podła suka.
Trudno, najwyżej będę miała wzór na torsie.
Wolę to niż hospitalizację u Dupka.
Miłego zatem, Wasza Jędz@
Jędza, do wesela sie zagoi
:P
Przez: pstro w 5 Marzec 2011
o 18:23
Ojtam, pewnie, że sie zagoi, ważne, że Dupek poszedł na szczaw, co nie?
Przez: Jędz@ w 5 Marzec 2011
o 18:27
Jędza, możesz powiedzieć, że mialas tam tatuaż i go wywabiłaś, czy jak to się tam nazywa
Przez: pstro w 5 Marzec 2011
o 18:37
Jędzo Ty jesteś bohaterem!
Przez: onufry69 w 5 Marzec 2011
o 19:13
Ale że z czym? w sensie czemu?
Przez: Jędz@ w 5 Marzec 2011
o 19:18
uratowałaś dziecię znajomych, przyjełaś na klatę herbatę /ze tak zarymuje/
Przez: onufry69 w 5 Marzec 2011
o 19:54
Aaaaaa! myślałam, że chodzi Ci o to, że lubię dogadzać.
Przez: Jędz@ w 5 Marzec 2011
o 19:59