Napisane przez: Jędz@ | 31 Grudzień 2011

Niby noworocznie

Jędza nie pisze, gdyż nie posiada natchnienia, potrzeby pisania oraz chęci. Ponadto w ostatnim czasie bardziej przypomina kwiat lotosu na łagodnej tafli jeziora niż Jędzę.
No ale tak pokrótce, to jestem w trakcie budowania i burzenia. Nie, nie wstąpiłam nagle do oddziału wojsk inżynieryjnych, ani nie najęłam się do prac budowlanych. Rzecz dotyczy życia jako takiego w całej jego strukturze, a szczególnie tej zgromadzonej pod ciemieniem.
W tzw. międzyczasie sporo złego mi się wydarzyło. Owszem, przyznaję, że sama jestem główną sprawczynią owego złego.
A następnie, zgodnie z powszechnie znaną prawdą życiową, że nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło, owo dobre zaczęło kwitnąć, rozrastać się i puszczać piękne zielone pąki.
Obecnie pławię się zatem w kolejnej wiośnie, która znienacka naszła mnie jesienią i trwa do dziś (wolnym tłumaczeniu: zakochałam się i to z olbrzymią wzajemnością). Plan na najbliższą przyszłość się już konkretnie ukonkretnił, w postaci zabukowania stosownych biletów. Tak więc klamka zapadła. Za kilka tygodni zamieszkam za górami, za morzami i wtedy dopiero będzie czad.
A póki co, zdumiona istnieniem osób, które wciąż zaglądają na te puste od miesięcy karty, życzę Wam Drodzy Najwierniejsi wielu szczęśliwych chwil w Nowym Nadchodzącym oraz spełnienia kilku marzeń. Byle nie wszystkich! Bo przecież człowiek musi mieć o czym marzyć.

Jędz@ vel Kwiat Lotosu

Ps. Z całkiem innej beczki:
Odkąd stanowię istotną część pary, udało mi się schudnąć ok. 8 kilogramów. Wczoraj z dumą oświadczyłam to mojemu Mężczyźnie, na co on z odpowiedział słodko:
- nie zauważyłem…
Czujecie to??? NIE ZAUWAŻYŁ!!!
Noszszszsz!
- Jak to nie zauważyłeś, przecież jestem ładniejsza!
- A tam! I wtedy mi się podobałaś i teraz mi się podobasz.
Odparł z rozbrajającą szczerością.

Tak, że dziewczyny – bez napinania! My im się podobamy (+)(-)8kg. To wiem na pewno. Za większe wahania nie ręczę.
Noooooo, chyba, że w grę wchodzi konieczność zmieszczenia się w ulubioną sukienkę, bądź upragnione jeansy. Wtedy oczywiście się mocno napinamy, niezależnie od ślepoty faceta.

No to jeszcze raz Miłego.

Napisane przez: Jędz@ | 11 Maj 2011

Wiosennie i alergicznie

Pod moimi oknami zarówno w domu, jak i w pracy wybuchły cudne fale bzów. I to z gatunku tych wściekle pachnących. Okna pootwierane i wszędzie pięknie pachnie. Oczywiście, że wiosna musiała powitać mnie chorobą. Moja alergia na wszystko dała o sobie znać i rozłożyła mnie na tydzień na łopatki. I tak na tych łopatkach leżałam i rozmyślałam. Myśl ma biegła leniwie i co i rusz zahaczała o wspomnienia z wizyty u cudnej Agaty w cudnej Irlandii.
No muszę tam znowu jechać. W lecie najlepiej, wtedy tam będzie jeszcze piękniej.

To takie marzenie rzewne i nie wiadomo czy się spełni, bo jak na razie kasa błyszczy gołą dupą i olewa moje potrzeby.
Tymczasem zachwycam się wiosną i powrotem do aktywności zawodowej, albowiem takie leżenie na łopatkach tylko ze dwa dni jest fajowskie, potem tylko upierdliwe i człowiek się męczy. Dzisiaj nawet z okazji wiosny nałożyłam czerwone szpilki z odkrytymi noskami i powiem Wam, jest różnica. Znaczy inaczej się czuję niż w rozkłapanych laczkach. Od razu jestem bardziej kobietą.
To tyle u mnie i już proszę przestać warczeć, że nie piszę.
Przecież piszę, co nie?

I jeszcze zapodam pieśń przecudnej urody:

Jędz@

Napisane przez: Jędz@ | 17 Kwiecień 2011

Kobiety jak te kwiaty.

Bycie kobietą zwykle mi wychodzi na przekór.
No jakoś nie potrafię epatować kobiecością. Zwykle jestem kumpelą, przyjaciółką, bądź koleżanką.
A tak bardzo chciałabym być kobietą.
Dzisiaj zawiozłam do Krakowa kota dla Li. Spodobał jej się. Pogadałyśmy nieśpiesznie, pobyłyśmy ze sobą, zrobiłyśmy sobie pilling i maseczkę na dłonie.
Poczułam się przez chwilkę kobiecą kobietą. Ale nadal jest to trudne.
Zaraz wracam w swój młyn, w którym ugrzęznę na tydzień.
Grunt, że są kobiety jak te kwiaty.

Jędz@

Napisane przez: Jędz@ | 12 Kwiecień 2011

O zwiedzaniu i odwiedzaniu.

Wiecie jak to jest, poznajecie kogoś przez neta, zaprzyjaźniacie się czasami latami, aż wreszcie przychodzi taki moment, że czas się poznać osobiście. Agata zapraszała serdecznie, zabukowałam bilety tanie jak barszcz i fruuu do Irlandii, a co?
Zawsze pozostaje jednak obawa, że jakoś może w realu niekoniecznie się zgramy, bo jakaś chemia nie zadziała, czy coś, a żem z gruntu mało sympatyczną osobą oraz gburowatą, nakazałam sobie być milusią i heja.
Już na lotnisku przy powitaniu, podejrzewałam, że będzie dobrze. Uroczy mąż Agaty, Robert powitał mnie bukietem kwiatów, a Agata serdecznie wyściskała, oczywiście towarzyszyła im mała cudna iskierka, 3-letnia Jessika. Paszcze nam się od początku nie zamykały, tak nie mogliśmy się nagadać.
A potem było tylko lepiej. Codziennie wycieczki w ciekawe i urokliwe miejsca, wieczorny powrót do domu i siedzenie i gadanie i oglądanie filmów nawet do 5 rano. Ciągle nie mogliśmy się nagadać. Potem spanie do południa i na wycieczkę. Pięć dni zleciało jak biczem trzasnął i przywiozłam od nich kupę miłych wspomnień, zdjęć prześlicznej urody, kota dla Li i kolejne zaproszenie, tym razem na dłużej. Poważnie się nad tym zastanawiam, bo było naprawdę cudownie i sielsko i spokojnie, a tego mi było trzeba już od dawna. Zresztą mam takie dziwne podejrzenia, że zaproszenie było szczere, więc co mi tam, chętnie skorzystam.
Jeszcze raz Wam dziękuję Agatko i Robercie, za takie miłe, krótkie wakacje.

Wdzięczna Jędz@

I fotorelacja:

Każde zdjęcie można sobie powiększyć klikając na nie.
Klify są magiczne.
I tak, tam rosną palmy na ulicach :)

Napisane przez: Jędz@ | 1 Kwiecień 2011

Zielona wyspa

Jest tak: siedzę sobie w gościnie u Dobrej Kobiety na zielonej wyspie. Jest wietrznie oraz okresowo pada. Prawda, że dziwne?
Jestem niczem królowa obwożona po okolicznych zabytkach, klifach i plażach, jak również centrach handlowych w celu doznania doznań. Szukamy kota dla Li. Jak już wrócę, to napiszę więcej. Bo na razie muszę lecieć :) No to baj baj!

Jędza

Update:

Kot dla Li zajmie mi pół walizki. Ciekawe gdzie spakuję buty dla córki.

Napisane przez: Jędz@ | 23 Marzec 2011

Jak żyć


Będąc młodą pisarką, często zapytowywałam siebie jak żyć.
Oczywiście nic mi mądrego do głowy nie przychodziło. Bo też nie mogło. Tysiące filozofów na ten temat rozmyślało i żadnemu nie udało się znaleźć odpowiedzi.
A odpowiedź jest prosta.
Idź swoją drogą.

Jędz@

Napisane przez: Jędz@ | 22 Marzec 2011

Być Kobietą

Sobie zrobiłam pazury, czerwone,jak kref.

Kupiłam też dzisiaj zakupy, niezbędne

Poszłam i zrobiłam zakupy. Kupiłam sukienkę szarą i szare rajstopy do niej, no i oczywiście szare buty. No i dwie szare torebusie, ale to się nie liczy, co nie?

I żeby nie było nudno, to sukienkę kolorową z kolorowym szaliczkiem i wielgachnym dekoltem.

Ale ta się do roboty nie nada.

Prysło mi jakieś 550, nie za drogo, co nie?

Wasza rozrzutna Jędz@

Napisane przez: Jędz@ | 10 Marzec 2011

Koń

Ten wpis zaistniał jedynie w potrzebie zaprezentowania Wam utworu.
ten utwór jest dla mnie ważny.
A poza tym cudny.
Posłuchajcie

Napisane przez: Jędz@ | 9 Marzec 2011

Szuja, fałsz i ruja.

Jako powszechnie znana Jędza, szuja i szczeżuja, bezlitośnie, bez skrupułów, interesownie i samolubnie wykorzystuję niekiedy szerokie grono swych wiernych Czytaczy.
Tak też uczyniłam dzisiaj.
Wykorzystałam rzucone w chwili słabości, w wysokiej gorączce i zapewne w malignie zaproszenie Dobrej Kobiety i zarezerwowałam lot do dalekiego kraju, celem odwiedzenia.
Zwalę się ludziom niewinnym na głowę, zażyczę sobie podawania herbatki miętowej, rozbawiania: a to rozmową, a to przyśpiewką ludową, a to grą komputerową, gdzie rozwala się alienów. Będą mieli przerąbane przez te kilka dni.
Cóż, nauczka dla reszty wiernych Czytaczy: uważajcie na słowa.
Ja naprawdę potrafię wykorzystać.

Jakem Jędz@

Napisane przez: Jędz@ | 5 Marzec 2011

Piersi z grilla

Przyszli do mnie Znajomi. Zapowiedzeni wcześniej stosownie. A żem kulturalną osobą jest, to się odpowiednio na ichnie przyjście przygotowałam. Narobiłam bigosu, maluteńkich eleganckich kanapeczek i sałatek przeróżnych. Przyszli zatem i zasiedli, więc zaczęłam kurs między salonem a kuchnią, celem dogodzenia. Uwielbiam dogadzać. Taką mam wrodzoną wadę.
Pogawędka trwała, myśli wymienianie trwało, się wszystko układało jak buk przykazał, aż padło życzenie o zaparzenie kolejnej herbatki. No to ja sru do kuchni, herbatka zaparzona, tacka, cytrynka w talarkach i cukier nasz wróg. No i niesę.
Wtem, nagle, znienacka, raptownie w progu, na mnie niosącą wpada latorość Znajomych!!! Instynkt pod tytułem „chronić dziecko” zadziałał i w nanosekundzie tę tackę podniosłam wzwyż i uzyskałam piękne poparzenie gorsu.
Dziecięciu nic się nie stało.
Potem była akcja ratunkowa. Biegusiem mnie zagoniono do wanny i zaczęto polewać zimnym. A że zimne było za mało zimne, to dodano lodu z lodówki. Zęby mi się zaczęły o siebie tłuc. Się jakby zapadłam w sobie, więc Znajomi postanowili, że powinnam uzyskać pomoc fachową, medyczną i nie ma, że boli.
Kuuurf !!! Się mnie wymskło, no ale dobra.
Trzeba, to trzeba. Zajechaliśmy na ostry dyżur do szpitala miejskiego naszego kochanego.
Izba przyjęć jest fajna. Cisza, spokój, luz. Obok pan ze złamaną ręką cicho kwili, drugi z czymś niestosownym w oku siedzi bezszelestnie, pani, nie wiem z czym, też milczy.
Po odpowiednim czasie przyszła moja kolej. Wchodzę zatem do świątyni mądrości i spostrzegam, iż lekarzem dyżurującym jest znany mi i wszystkim wkrąg dupek.
Dupek, spostrzegłwszy mnie począł roztaczać swą nieziemską energię typu „wszystkie baby padną na mój widok na pysk”. Następnie dokonał stosownego badania. Trochę, że tak skromnie napomknę, go zatchło na widok moich mlecznych gruczołów. Następnie zaordynował, że koniecznie powinnam się udać na oddział, celem obserwacji i leczenia.
Taaaa, jasne już lecę.
Zwłaszcza, że Dupek na tymże oddziele jest ordynatorem.
Co było robić, grzecznie wyłuszczyłam zatem, że się nie udam, że mam inne plany i spadaj na szczaw. Proszę o receptę i modlitwę do św. Anny. Czy kogoś tam. Zdruzgotany dał mi receptę, przemawiając wciąż, że źle robię, że koniecznie trzeba hospitalizować, że blizny, żem podła suka.
Trudno, najwyżej będę miała wzór na torsie.
Wolę to niż hospitalizację u Dupka.

Miłego zatem, Wasza Jędz@

Starsze pozycje »

Kategorie

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.